Po rekordzie. A jednak można... (Przegląd Sportowy, 25.06.1973) Drukuj Email


   8 dni i 9 nocy czekaliśmy na odpowiedź czy Polski Fiat i kierowcy są w stanie pobić rekord świata na dystansie 25.000 kilometrów. Sceptyków było wielu, nawet wśród tych, którzy byli najbardziej żwiązani z podjętą próbą.

   Nie wytrzyma, rozleci siępo 5 tysiącach, po 10 tysiącach, po 15... W chwili kiedy rekordowe auto przejechało 20.000 kilometrów nie było już głosów, że samochód rozpadnie się. Co sprytniejsi zmienili szybko argumentację, twierdząć że samochód ten to nie Polski Fiat seryjny, ale specjalnie przygotowany egzemplarz, i że skoro udało się przejechać trasę z taką szybkością, to z pewnością nic trudnego, ponieważ nikomu przez dwadzieścia lat nie chciało się nawet podjąć próby ataku. W końcu istnieją firmy o większych tradycjach itd, itd. Tych, którzy powątpiewali i wątpią nadal na szczęście jest już coraz mniej, chociaż zwątpienie to nasza cecha narodowa.

   Miałem okazję śledzićod początku tok przygotowań do podjęciapróby. Na kilka miesięcy przed startem do jazdy długodystansowej dwóch ludzi, Sobiesław Zasada i red. Eugeniusz Pach całymi nocami ślęczeli nad rozwikłaniem najróżniejszych problemów związanych z atakiem na rekord.

   Pomiar trasy i dokument z opisem należało zgłosić do specjalnej komórki FIA na 28 dni przed podjęciem próby. Kiedy list dzięki grzeczności pracowników LOT dotarł do Paryżą, okazało się, że człowiek odpowiedzialny za trasy mieszka stale w Nowym Jorku. Uruchomiono najprzeróżniejszy system łączności, radio, telegramy itp., by opis trasy dotarł do rąk komisarza FIA we właściwym terminie. Podobnych zabiegów i problemów z przygotowaniem i zabezpieczeniem trasy pod Wrocławiem, przygootowaniem sprzętu było wiele. W momencie startu Zasada był już tak wyczerpany przygotowaniami, jak po przejechaniu średniej długości rajdu.

   Na starcie spadłana organizatorów ogromna odpowiedzialność za powodzenie próby. Nie wszyscy dodawali ducha także zawodnikom. W razie fiaska - mówiono do nich - na was spadnie odpowiedzialność za skompromitowanie przemysłu. Ogromny wkład przemysłu oponiarskiego, motoryzacyjnego, Polskiej Telewizji, milicji, wojska, całej setki komisarzy sportowych, którzy swój wolny czas, niekiedy urlopy, poświęcili dla realizacji próby i wreszcie zawodników rajdowych wpłynął na sukces.

   Dla kierowców próba była najtrudniejsza, bowiem na nich właśnie spoczywał największy trud i obowiązek , tym trudniejszy, że żaden z nich nigdy w podobnej jeździe nie brał udziału. Pozornie tylko wydawało się, że różnicapomiędzy jazdą rajdową, a jazdą na regularność jest minimalna. Wkrótce okazało wię, że monotonia trasy i pracy silnika jest najpoważniejszym czynnikiem powodującym zmęczenie.

   Rajdowcy byli przyzwyczajeni do tego, że z boku siedzi partner zwany pilotem, do którego można się odezwać i na którego barkach ciąży sporo obowiązków koniecznych do realizacji skutecznej jazdy.

   W przypadku bicia rekordu, kierowca pozostawał sam. Jedynymi chwilami podczas których rajdowiecmógł odetchnąć tominuty transmisji TV i radiowej z samochodu rekordowego. Zdarzyło sięRobertowi Musze podczas jego ostatniej pętli, żeodruchowo odezwał się i klepnął w kolano nieobecnego Ryszarda Żyszkowskiego... Zmęczenie fizyczne, ogromna odpowiedzialność dorzuciła także zmęczeniepsychiczne, nawyki rajdowe - to elementy z którymi musiało się uporać 7 najlepszych kierowców rajdowych Polski, a kilku nawet Europy.

   Rekord na 25.000 padł, ale Polski Fiat jedzie dalej po następne. Kierowcy zachowali się jak na sportowców przystało, atakują dalej. Sobiesław Zasada po podjęciu decyzji o dalszej jeździe powiedział: podnosimy poprzeczkę wyżej!

   Osiągnięty sukces dobitnie dowodzi, że potrafimy się mobilizować do wielkich przedsięwzięć, że stać nas na udane akcje o zasięgu światowym,że potrafimy dorównać a nawet prześcignąć osiągnięcia renomowanych firm. Przy okazji jednak okazało się, że wspaniała i błyskawiczna praca serwisów wspomagających, obnażyła nikłą fachowość i ślimaczetempo warsztatów i serwisów w naszym kraju. Czynności, które podczas próby wymagały kilku minut, w większości warsztatów w Polsce wykonuje się kilka dni. Okazało się wreszcie, że potrafimy przygotować egzemplarz samochodu rekordowego i wypada tylko sobie życzyć by pozostałe samochody spisywały się podobnie jak Polski Fiat na autostradzie wrocławskiej.

Jerzy Jankiewicz

 
 
rekord73_reklama_retro_06.png