JEDZIEMY DALEJ! (Trybuna Robotnicza, 27.06.1973) Drukuj Email


   SOBOTA, 23 czerwca godzina piąta z minutami. Na podwrocławskiej autostradzie polski Fiat rusza do ostatniego okrążenia. Za kierownicą Sobiesław Zasada. Przemknął! Z głośnika rozbrzmiewają meldunki sędziów, rozstawionych wzdłuż szosy.

- "Oaza 3 - przejechał!"

- "Oaza 4 - przejechał"...

- "Oaza 13 - Fiat wykonał prawidłowy nawrót". - Po chwili z megafonów dobiega głos Sobiesława Zasady. - Jadę w kierunku bazy, szybkość 155 km/godz., temperatura oleju 85 stopni...

Jeszcze kilka kilometrów!

Wzdłuż drogi gromadzą się setki kibiców, jest w komplecie obsługa techniczna pod wodzą niezmordowanego inżyniera Macieja Cendrowicza, są dziennikarze i fotoreporterzy...

- "Tu Oaza 9! Uwaga, za chwilę go zobaczycie..."

Jest! Zza łuku wypada rozpędzony samochód, 400, 300, 100 metrów... na pełnej szybkości mija metę.

Rekord padł - 138,081 km/godz! - oto przeciętna 25.000 przebytych kilometrów. Wóz okrążają setki ludzi. Zawodnicy "ratują się" ucieczką na dach i maskę samochodu. Dla nich to chyba najprzyjemniejszy i... najtrudniejszy moment imprezy. Rozradowani i skupieni wracają pamięcią do atmosfery sprzed 181 godzin. Wówczas tylko nieliczni, najwięksi zapaleńcy wierzyli w powodzenie całego przedsięwzięcia...

   WIELKA GRA rozpoczęła się 15 czerwca, gdy na znak startera ruszył Sobiesław Zasada. Po siedmiu okrążeniach - 468 km, pierwszy serwis. Obsługa pracuje szybko, ale niezwykle nerwowo, jeszcze nie procentują doświadczenia zdobywane w czasie póltoramiesięcznych przygotowań. Samochód spisuje się jednak znakomicie. Następne okrążenia... Za kierownicą Fiata zasiadają kolejno: Andrzej Jaroszewicz, Robert Mucha, Jerzy Dobrzański, Ryszard Nowicki, Andrzej Aromiński, Marek Varisella.

Mijają dni i noce...

Po 99 okrążeniach i kilku krótkich przeglądach samochód zjeżdża na "dłuższy" bo aż 8 minutowy serwis do bazy. Regulacja zaworów, wymiana świec, przegląd silnika, zmiana oleju... Wóz znowu przejmuje Sobiesław Zasada. W krótkim czasie pokonuje swoją porcję kilometrów. Zmienia się z Jerzym Dobrzańskim.

Jest niedziela 17 czerwca. na kolejnym okrążeniu samochód przejeżdża zaledwie 5-10 km, gdy do punktu łączności zgłasza się Dobrzański.

- "Oaza 1 - silnik traci moc, spadają obroty, jadę chyba na trzech cylindrach".

Zgłaszaja się sędziowie, obserwujący trasę i meldują:

- Z rury wydechowej wydobywają się obłoki dymu.

Do radiotelefonu podbiega Sobiesław Zasada - "Uważaj, nie przeciążaj silnika! Po nawrocie zjeżdżaj natychmiast do serwisu...".

W bazie alarm! Pełna mobilizacja. Dwie zmiany mechaników, wszyscy kierowcy czekają w napięciu - jest to pierwsza groźna awaria w drodze po rekord. Do serwisu podjeżdża dźwig, lecz nie mieści się w namiocie. Kierowcy sami podnoszą samochód. Pierwszy dostaje się do środka Varisella, wykręca świecę... Sekundy ulgi - "to tylko świeca"! Lecz gdy silnik zostaje zapuszczony okazuje się, że w cylindrze nie ma ciśnienia - a więc tłok!

Marek Varisella i Andrzej Aromiński zdejmują głowicę... Pod spodem mechanicy i reszta kierowców - przy gorącym silniku odkręcają miskę olejową... Tempo, tempo... Wymiana tłoka trwa zaledwie 1 godz. 28 min., ale pośpiech da o sobie znać na następnych okrążeniach.

Gdy samochód wrócił już na trasę w bazie trwają gorączkowe rozważania, jaka była przyczyna awarii. Panuje zgodna opinia, że tłok przepalił się na skutek zatkania dyszy paliwowej (zbyt uboga mieszanka, albo niesprawność gaźnika). Decyzja - trzeba przeregulować gaźnik. Już po sześciu okrążeniach samochód wraca do bazy. Pierwsza regulacja gaźnika nie daje jednak stuprocentowej pewności. Kolejno więc przez cztery okrążenia samochód ponownie sprawdzano. Każda taka niezbędna kontrola to jednak w końcowym rozrachunku strata czasu.

Po kilkudziesięciu okrążeniach znów daje o sobie znać paliwo. Przy wysokich obrotach silnik dławi się - nie ciągnie. Znów wóz przejmują mechanicy: czyszczą filtr i pompę paliwową. I znów na trasę, znów tempo, stracony czas musi być nadrobiony.

Do bazy nadchodzą meldunki z trasy. Robert Mucha zderzył się z zającem przebiegającym drogę i uszkodził reflektor, Ryszard Nowicki "cudem" uniknął groźnego w skutkach zderzenia z... bocianem; kamień uszkodził obręcz koła; tuż przed pędzącym z szybkością 165 km/godz. samochodem na szosę nieopatrznie wychodzi jeden z sędziów... Tylko Marek Varisella, jak zwykle nie traci humoru. Melduje, że w czasie jazdy widział kilka przebiegających przez drogę lisów. Zaklina przy tym, że jeden z nich był na pewno srebrny...

   OSTATNIA noc. Napięcie, dochodzi do szczytu, rekord jest już w zasięgu ręki, ale... Nie, nic się jednak nie dzieje. Samochód rytmicznie krąży po szosie. O godzinie 5.44 sędzia głowny imprezy ogłasza, że rekord zmienił właściciela.

Owacje, chóralne "sto lat"... Rozradowane twarze zawodników. W chwili ciszy Sobiesław Zasada zwraca się do współtwórców rekordu.

- "I co robimy teraz?"

- Jedziemy dalej! - jednomyślnie odpowiadają kierowcy.

RYSZARD ZIÓŁEK

________________________________

SOBIESŁAW ZASADA

   Wyczynowo jeżdżę samochodem od blisko 20 lat. Startowałem w wielu rajdach: w tych mniejszych, które stanowią dla kierowców wprawki i w "zlotach gwiaździstych", gdzie walczy się z czasem i zmęczeniem przez kilka dni i nocy. Ruszałem na trasę rajdów-gigantów, gdzie spośród dziesiątków znakomitych kierowców metę osiągali nieliczni. Żadna jednak z tych imprez nie była tak trudna i wyczerpująca, jak próba bicia światowego rekordu szybkości na dystansie 25 tys. km.

   PIERWSZA z powodzeniem spróbowała sięgnąć po rekord "Simca", przejeżdżając dystans, z przeciętną szybkością 117,6 km/godz. Rekord atakowały kolejno "Datsun" i "Ford". Ten ostatni w 1963 r. Bezskutecznie. W rok później "Ford" atakuje po raz drugi. Próba kończy się już po kilku dniach - na 14-tysięcznym kilometrze rozlatuje się silnik.

   Moim zdaniem pobicie rekordu świata zależy przede wszystkim od precyzyjnego opracowania założeń taktycznych oraz od doboru zespołu kierowców.

   Samochód o osiągach rzędu 175 km/godz, pędzący po prostej, wyłączonej z ruchu szosie, to dla kierowcy obdarzonego żyłką sportową pokusa nie do przezwyciężenia. Nikt z naszego zespołu nie korzystał jednak z rezerwy jaką dawał mu znakomicie przygotowany samochód. Nie "żyłował" niepotrzebnie wozu, ściśle wypełniał ustalenia taktyczne. Gdybym więc miał kogoś z zespołu wyróżnić mogę z całym przekonaniem powiedzieć - najlepsza była cała siódemka.

   W próbie chodziło jednak o coś więcej niż o sportową stronę imprezy - rekord. Pytanie zatem jaki sens ma organizowanie takiej imprezy?

   Na podwrocławskiej autostradzie zaangażowanych było 1350 osób. Żołnierze z jednostki łączności Śląskiego Okręgu Wojskowego, 100-osobowa grupa sędziów i rzeczoznawców międzynarodowych, zawodnicy, ekipy fabryczne FSO i "Stomilu", telewizja...

   Rekord bito na samochodzie seryjnym, takim jakich tysiące jeździ po polskich drogach. Serce samochodu - silnik, dysponujący mocą 83-85 KM niczym nie różni się od tych silników jakie wysyłane są na eksport do Francji. Właśnie w założeniach taktycznych uwzględniano, że samochód musi dysponować silnikiem seryjnym, "niepodrasowanym". Jedyne zmiany jakie wprowadzono w samochodzie - choć nie wykorzystano wszystkich możliwości określonych przez FIA - to skrzynia z piątym biegiem, ułatwiająca osiąganie optymalnych obrotów i powiększony zbiornik paliwa, który pozwalał nam na przejechanie jednorazowo 460 km.

   Tak przygotowany samochód z 76-kilogramami części zamiennych ruszał na trasę, na której każdy zawodnik, podobnie jak przeciętny użytkownik samochodu mógł liczyć wyłacznie na siebie. Pomoc mechaników zapewniona była jedynie w głównym punkcie trasy pod ścisłym nadzorem sędziów.

   Wymagania regulaminu są tak wysokie, że do bicia rekordu może przystąpić tylko naprawdę dobry samochód! Fiat, na licencji jest samochodem całkowicie wyprodukowanym w Polsce. Wóz sprostał zadaniom, osiągnął to co bez przesady, procentować będzie przez kilka lat. Bojąc rekord, w najcięższej próbie monterów i inżynierów. Udowodniliśmy, że potrafimy produkować dobre samochody, które już z legitymacją rekordu, liczyć się powinny jeszcze bardziej na światowym rynku motoryzacyjnym.

   Próba bicia rekordu to zarazem próba sprawności wszystkich mechanizmów samochodu, to dziesiątki i setki spostrzeżeń, które po wnikliwych analizach w fabryce przyniosą niemałe efekty. To szansa dalszych udoskonaleń, zmian technologicznych. Polski Fiat 125p sprostał na wrocławskiej autostradzie najwyższym wymaganiom jakościowym. Tysiącom użytkowników tego samochodu przybył potężny argument przeciw tym mechanikom, którzy wykonując niesolidnie przeglądy, odpowiedzialność za zły stan techniczny wozu zrzucają na fabrykę.

   W rekordzie ma także swój wielki współudział "Stomil". Po raz pierwszy w Polsce wyprodukowano w Dębicy oponę radialną. Przygotowuje się ich seryjną produkcję. Przyznam, że nie spodziewałem się, że opony te będą spisywać się tak znakomicie.

   Tak więc gra o wysoką stawkę zakończyła się powodzeniem. Była to próba sprawdzianu technicznego samochodu, egzamin umiejętności kierowców i serwisów fabrycznych - satysfakcja dla wszystkich tych, którzy zaufali nam i wierzyli w końcowy sukces. To zaufanie społeczne skłoniło nas do przedłużenia próby.

 
 
rekord73_reklama_retro_03.png