Igraszki z diabłem - REKORD (Perspektywy, 29.06.1973) Drukuj Email


   Polski Fiat 125p wygrał swój dramatyczny wyścig z czasem, a TV wygrała swą wielką szansę: udowodniła, że jest w stanie skutecznie sterować zainteresowaniami mas. I kto wie, czy zwycięstwo TV nie było trudniejsze od zadania, z jakim zmagał się Zasada et Co. Im los przeciwstawił jedynie stareńki rekord Simci Aronde, a telewizyjna relacja z wrocławskiej pogoni zderzona została z całą serią sytuacji, które odwracały uwagę telewidza od zmagań polskich kierowców. Nawet fanatyczny entuzjasta czterech kółek musiał uznać wyższość chociażby spraw z planu polityki nad fiatowym szaleństwem. I TV nie próbowała tu wcale zaprzeczać rzeczywistej hierarchii zagadnień. Fiat schodził z pola uwagi, gdy tego wymagała naturalna przemienność tematów, waga spraw wyższego rzędu. I kto wie, czy właśnie nie ta dyskretna elastyczność propagandy sprawiała, że się o Fiacie pamiętało. Obok tamtych wielkich spraw, w ich tle; a już na pewno pamiętało się intensywnie podczas rozwlekłych pień opolskich.

   Nie pragnę w najmniejszym nawet stopniu umniejszać rangi sportowej, propagandowej, a zwłaszcza ekonomicznej tego rekordu, który padł we Wrocławiu. Mam maksymalny szacunek dla wysiłku Aromińskiego, Dobrzańskiego, Jaroszewicza, Muchy, Nowickiego, Variselli i Zasady. Acz mam i świadomość, że wszystkie te elementy nie przemówiły by w pełni do mojej wyobraźni, nieco zblazowanej widoczkami Armstronga człapiącego po księżycowej glince, czy Oli Korbut fruwającej na monachijskich koniach i poręczach... Nie przemówiłyby, gdyby nie TV. Potrafiła mi wmówić... NIE! - potrafiła przekonać mnie, że oto jestem świadkiem jakiejś sprawy ogromnej. Że dzięki temu białemu Fiatowi, który mi tylko błyskawicowo migał w tle kadru, coś się w moim, w naszym życiu zmieniło. Coś jest lepiej, czegoś żeśmy dokonali. My... A liczbę mnogą uzasadnia tu wielomiesięczny trud i monterów z Żerania, i robotników Stomilu, ich kooperantów, kooperantów kooperantów, opisujacych to wszystko dziennikarzy, nieomal nas wszystkich.

   To znamienne zwycięstwo polskiej telewizji - ten rekord wrocławski: skuteczny, wymierny w faktach i uczuciach apel do poczucia narodowej dumy i ludzkiej solidarności; apel budowany na przesłankach po stokroć głębszych, niźli krzykliwy entuzjazm po chorzowskim strzale Roberta Gadochy w angielską bramkę. Wielkie brawa dla Eugeniusza Pacha i jego ekipy, dla całej redakcji sportowej, dla wszystkich telewizyjnych inicjatorów tej pięknej akcji.

WITOLD FILLER

 
 
rekord73_reklama_retro_02.png