Laury i kolce - REKORD I LETARG (Kultura, 15.07.1973) Drukuj Email


   Mamy do tej pory raczej mało autostrad w pełnym tego słowa znaczeniu, dopiero zaczynamy je budować - ale trzeba przyznać, że ten jeden mały odcinek pomiędzy Wrocławiem a Legnicą wreszcie umieliśmy wykorzystać w pełni. Tak, pragnę spokojnie powrócić do wydarzenia automobilowego, które tak mocno pasjonowało niemal całą Polskę i to aż przez dwa tygodnie. Przez ten czas Fiat 125p zdążył przejechać trasę 50 tysięcy kilometrów, ustanowił trzy rekordy świata i wycisnął imponującą szybkość przeciętną ponad 138 km/godz. Wyczyn ekipy najlepszych polskich kierowców i zastanawiająca wytrzymałość samochodu wzbudzają nairozmaitsze refleksje, i to nie tylko natury sportowej.

   Jeśliby szło o ustanowienie rekordu w jakimś biegu, albo rzucie oszczepem lub w podniesieniu określonej ilości kilogramów, cała rzecz mówiłaby po prostu o kolejnym osiągnięciu polskiego sportu, za czym przyszłoby uczucie satysfakcji nas wszystkich, rodaków nowego rekordzisty. Oto zasługa zawodnika i jego trenera, a pewnie jeszcze grupki osób, które pomagały w uzyskaniu cennego rezultatu, mam na myśli działaczy i organizatorów widowiska.

   Kiedy jednak maszyna kierowana ludzką ręką bije rekord - i to maszyna tak popularna i spełniająca tak użytkową funkcję jak samochód - wówczas całe wydarzenie nabiera innego znaczenia. Rzecz staje się szersza. Za jednym samochodem przygotowanym do ataku na rekord stoi przecież ogromna fabryka, liczna załoga, a wszystko wiąże się już nie tylko ze sportem, ale i z tym, co określamy mianem produkcji - jej jakością, nowoczesnością, wreszcie organizacją pracy. Produkujemy przecież samochody nie po to, by jedynie biły rekordy. Nadrzędną sprawą jest to, aby samochód ten był dobry i coraz lepszy, żeby był coraz bardziej nowoczesny, no i żeby jak najrzadziej się psuł. Każdy z nas spotykał się nie zawsze z jednobrzmiącą opinią o długodystansowej próbie szybkości, jakiej dokonał niedawno nasz samochód z całkowitym powodzeniem. Należę do tych, którym impreza bardzo się podobała, bo nie kryję, że imponują mi i takie wyczyny. Nie będę już podkreślał wartości dodatowych ujawnionych w czasie jazdy po rekordy. W tym wypadku na myśli mam już nie tylko wysiłek i zasługę maszyny, ale wielki trud, poświęcenie i odwagę ludzi.

   Chcemy wierzyć, że wszystkie doświadczenia, jakie fachowcy techniki samochodowej oraz kierowcy wynieśli z tej imprezy, będą w pełni spożytkowane w produkcji tych zwykłych Fiatów nie przygotowywanych już do bicia rekordów, lecz przeznaczonych dla nas, zwyczajnych użytkowników. I oto dochodzimy do dość istotnej refleksji. Dotyczy ona, określiłbym, "codziennego życia" samochodu w naszym kraju, a nie sporadycznego wyczynu zakończonego głośnym triumfem. Idzie o to, że w miarę rozwoju motoryzacji stykamy się ze stale wzrastającą ilością najrozmaitszych problemów, a są one często dokuczliwe. Każdy użytkownik samochodu niestety wciąż przekonuje się na własnej skórze, czyli na własnej kieszeni, i sprawności własnego samochodu - jak źle i niesolidnie pracuje u nas wiele tzw. autoserwisów. Zarówno państwowych, jak spółdzielczych i prywatnych. Bijemy automobilowe rekordy świata, ale wciąż niespełnionym marzeniem jest solidne zreperowanie zwyczajnego samochodu, a nawet jego zwykły przegląd. Wszyscy o tym wiedzą i nikt nie może na to znaleźć rady. Co gorsze, wszyscy jakby przyzwyczaili się do zalegalizowania owego brakoróbstwa, nieskrywanej niesolidności, niejednokrotnie oszustw polegających choćby na wymienianiu części nowych na zużyte. Drobniejszym przestępstwem staje się to, że niektóre warsztaty biorą nieraz pieniądze za usługę, której w ogóle nie wykonują, a czego nie można sprawdzić, gdyż w niejednym zakładzie, jeśli użytkownik w końcu zdoła wstawić wóz, musi... zostawić go na dłuższy czas, nie mając możliwości kontroli. Zostawia go udając dobrą wiarę i potem nie śpi po nocach. Wytworzył się paradoksalny stosunek pomiędzy klientem i autoserwisem. Te błagania, podlizywanie się, te "bakczysze" wsuwane w rękę albo do fartucha. - Szefie, błagam, niech pan mnie przyjmie! - Panie Józiu, panie Stasiu, niech pan dopilnuje, a ja już się odwdzięczę...

   Jest to niemoralne i upokarzające dla obu stron. A przecież naprawa lub przegląd samochodu to nie jest to samo, co naprawa lub przegląd telewizora, albo lodówki. Samochód porusza się z dużą szybkością. Samochód może kogoś zabić. Kiedy w TV coś nawali można przeprosić za usterki. Kiedy samochód zawiedzie, moga być trupy.

   Najsmutniejsze, że ów stan moralnego letargu trwa i w miarę powiększania się ilości samochodów pogłębia się. Osobną sprawą są tzw. przeglądy gwarancyjne w stacjach obsługi Fiata. Czekanie na wolne miejsce i to, co jest jeszcze gorsze z punktu widzenia społecznego, często ogromna niesolidność warsztatów.

   Fachowcy mówią, że problem jest skomplikowany.

   Na pewno. Ale trzeba coś zacząć robić. Niedawno przeczytałem w prasie, że nasz handel odrzucił pewną ilość towarów nie zgadzając się, by zostały one wypuszczone na rynek z powodu fatalnej jakości. Z satysfakcją przeczytałem nazwy wytwórni, które spartaczyły robotę. Można przypuszczać, że napiętnowane publicznie - zawstydzą się, opamiętają i zaczną pracować lepiej.

   A może by wreszcie któraś z naszych poczytnych, codziennych gazet wprowadziła stałą rubrykę piętnując publicznie, albo publicznie chwaląc TOS-y i inne autoserwisy. Na co czekać? Dlaczego świadomie legalizujemy niesolidną pracę? Czy mamy prawo godzić się na niemal wpółoficjalne "kiwanie klienta" trwające od dawna i przybierające na sile?! Wyznam, że na razie niełatwo mi znaleźć zakład samochodowy godny publicznej pochwały.

   Fakt jest faktem - bijemy samochodowe rekordy świata, i to jest świetnie - ale na razie nie umiemy zreperować samochodu na co dzień. Umieć to może i umielibyśmy. Ale czy wszystkim się chce?

BOHDAN TOMASZEWSKI

 
 
rekord73_reklama_retro_05.png