Siedmiu plus jeden Wspaniałych w barwach Telewizji Polskiej (Radio i Telewizja, 15.07.1973) Drukuj Email


   Polacy, my lubim koniki... te mechaniczne. Ogólnonarodowe hobby motoryzacyjne zyskało w czerwcu na autostradzie pod Wrocławiem solidną dawkę podniety i satysfakcji: dwa tygodnie emocji i trzy rekordy świata. Ileż niewyżytych ambicji kierowniczych ujawniła ta znakomita impreza, ile wyzwoliła i rozładowała starych kompleksów Sarmatów: rekordy świata! na czterech kółkach!! rodzimej produkcji!!!

   A TELEWIZJA POLSKA była nie tylko przekazicielem i podżegaczem dwutygodniowych wzruszeń narodowych, lecz w znacznej mierze i sprawcą owego rajdu w kółko i owych rekordów, inicjatorem i organizatorem próby. Telewizja - a w niej i z jej ramienia red. EUGENIUSZ PACH, oficjalny KOMANDOR imprezy oraz SZEF EKIPY telewizyjnej, która przekazywała nam wyczyny fiata 125p i Siedmiu plus jeden Wspaniałych.

- Panie Eugeniuszu, rekordy są faktem, wymierzonym, zarejestrowanym, rozgłoszonym - jak do tego doszło i co z tego wynika?

- Pomysł powstał w roku 1971 w środowisku naszych kierowców rajdowych - i od razu było to pomyślane jako impreza z patronatem i współudziałem Telewizji. Już wtedy więc, w 1971, zapowiedzieliśmy próbę bicia rekordu, ale wynikły trudności z powodu nie dość szczegółowych regulaminów Międzynarodowej Federacji Automobilowej FIA i trzeba ją było odwołać.

   Odwołać - ale nie zrezygnować. W listopadzie 1972, gdy FIA na nasze życzenie opracowała wreszcie dokładnie sprecyzowany dokument, zapadła decyzja, że próba odbędzie się wiosną obecnego roku. W lutym przedłożyliśmy ostatecznie sprawę Kierownictwu Telewizji, w marcu powstał scenariusz imprezy i schemat jej organizacji. Przewodniczący Komitetu d.s. Radia i TV poparł nas bardzo energicznie.

   Nie od razu znaleźliśmy sponsora, który chciałby zaryzykować wyłożenie gotówki, więc instytucją, która oficjalnie zgłosiła w FIA próbę bicia rekordu świata na 25 000 km - początkowo tylko na tym dystansie - została TELEWIZJA POLSKA. W zgłoszeniu podano też, że kapitanem zespołu kierowców jest SOBIESŁAW ZASADA, a komandorem imprezy - mówiący te słowa. Wnet także Zjednoczenie Przemysłu Gumowego STOMIL zdecydowało się przejąć finansowanie próby i wykonanie wszystkich dekoracji na trasie. Zaangażował się tez i bardzo dopomógł min. Tadeusz Wrzaszczyk, współpracę podjęła Fabryka Samochodów Osobowych na Żeraniu, bardzo wydatny potem i sprawny udział zadeklarowały Wojsko Polskie i Milicja Obywatelska. Bez nich - nie dalibyśmy rady.

   Bo proszę zwrócić uwagę na rozmiary imprezy! Na trasie współdziałało tysiąc kilkaset osób, a samych milicjantów, którzy na klika zmian strzegli wyłaczenia jej z ruchu, było w sumie czterystu. Zorganizowano 20 punktów sędziowskich, co póltora kilometra jeden, a ze wszystkimi trzeba było mieć stałą łączność, podobnie zresztą jak ze stacjami serwisu, sprawozdawczością, obsługą dziennikarską itd. itd. Ogółem powstało 78 punktów łączności, czy praktycznie cała trasa została zradiofonizowana i z każdego miejsca z każdym miejscem w każdej chwili można było uzyskać połączenie.

   Zawdzięczamy to Wojsku, a konkretnie Dowództwu Śląskiego Okręgu Wojskowego - i również Wojsko zapewniło wszelkie inne wyposażenie m. in. urządziło przy trasie 300 miejsc sypialnych z różnymi wygodami w postać łaźni polowych, natrysków itd. Dziennikarze zagraniczni, którzy przyjechali w drugiej fazie próby, gdy padł już pierwszy rekord i okazało się, że fiat jedzie po dalsze, byli zaskoczeni rozmachem i sprawnością organizacji.

   Ile to w sumie kosztowało? Kosztorys "Stomilu" przewidywał dwa i pół miliona złotych, ale dotyczyło to pierwszej części próby, tj. 25 tysięcy kilometrów. Część następną, do 50 tysięcy, dofinansowały Fabryka Samochodów Osobowych i Ministerstwo Przemysłu Maszynowego. Całość kosztów wyniosła ok. 4 mln złotych - jest to mniej więcej osiem procent rocznego funduszu reklamowego wymienionych przedsiębiorstw. Dyrektor Olejniczak ze Zjednoczenia Przemysłu Gumowego powiedział na koniec, że za tę cenę uzyskano "towar świeży i w najlepszym garunku".

   Liczna była też obsługa telewizyjna. Na trasie pracowało 50 techników, 10 operatorów kamer i 12 innych osób z programu. Początkowo nadawaliśmy 3 razy dziennie po 5 minut, potem prezes Szczepański zarządził znaczne zwiększenie ilości przekazów. Ogółem nadaliśmy 36 transmisji o łącznej długości 5 godzin i 27 minut.

   Ktoś - czytałem - krytykował monotonię naszych przekazów z tak emocjonującej próby. Cóż, sam temat nie był "telewizyjnie" zbyt wdzięczny: wóz latający w kółko po trasie z jednakową szybkością, pozbawiony widocznych konkurentów, więc walczący tylko z czasem... Forma podania musiała więc być zupełnie prosta, obejmowała tylko trzy motywy główne: wóz na trasie, oglądany z helikoptera i czasem z samochodu jadącego równolegle (szybkość widać było tylko wtedy, gdy fiat wyprzedzał inne wozy jadące po sąsiedniej jezdni) - nawroty - krótkie chwile postoju przy serwisie, a tam przecież przebicie się z kamerą przez gęsto zgromadzone "konsylium" kierowców i mechaników nie było na ogół możliwe. Słowem, ta impreza musiała być monotonna, bo takie też było jej założenie i wykonanie sportowe: możliwie najbardziej równomierne tempo jazdy, powolne i też równe nawroty, żadnych zrywów, żadnych widokowych sensacji... Mogliśmy jeszcze uwzględniać - i uwzględnialiśmy - inne motywy: sędziowanie i łączność, mierzenie czasu, obrazki z miasteczka namiotowego..., ale to musiały być elementy dodatkowe, bo wszyscy interesowali się przede wszystkim jazdą fiata.

   Toteż prawdziwa dramaturgia imprezy działa się w ludziach, przede wszystkim w kierowcach - i właśnie im czesto oddawaliśmy głos na trasie. Moim zdaniem, spisali się znakomicie. Prowadząc wóz z szybkością 160 km na godzinę, potrafili jednocześnie prowadzić z nami rozmowy, a były one rzeczowe, składne, dobrze formułowane, inteligentne, interesujące i dokładne. Tego elementu transmisji - możliwego dzięki helikopterowi i sprawnej łączności krótkofalowej, ale przede wszystkim dzięki świetnej formie kierowców - jakoś krytycy naszych relacji w swoich relacjach nie dostrzegali.

   Podczas "wskakiwań" na antenę staraliśmy się też odpowiadać na pytania radiosłuchaczy i telewidzów. Listów i telefonów było bardzo dużo, po 300-400 dziennie do samej bazy, plus te, które kierowano do TV w Warszawie i Wrocławiu. Przede wszystkim zawierały się w nich pytania, czy fiat bijący rekordy jest rzeczywiście wozem seryjnym i jakie wprowadzono w nim zmiany.

   Odpowiadał na to parę razy Sobiesław Zasada. Zbierając po krótce te wywody, trzeba powiedzieć, że zgodnie z przepisami FIA - a nawet nie wykorzystując wszystkich możliwości, jakie przewiduje regulamim - wprowadzono w rekordowym wozie piąty bieg, inny rodzaj wlewu paliwa, umożliwiający zatankowanie 30 litrów w ciągu 15 sekund, a także zmieniony układ wydechowy i inny filtr powietrza, aby kosztem szczelności (niezbędnej w zwykłym użytkowaniu samochodu, ale niekoniecznej w próbie jednorazowej) uzyskać większy wlot powietrza, lepsze chłodzenie. I to właściwie wszystkie istotne zmiany.

 
 
rekord73_reklama_retro_03.png