PO REKORDZIE... SPORT (Literatura, 19.07.1973) Drukuj Email


   Bohaterowie są zmęczeni, nie na tyle jednak, żeby stracić zdolność trzeźwego widzenia faktów. Zaproszony do Tele-Echa jeden z współorganizatorów rekordowej próby "polskiego fiata". Andrzej Aromiński zauważył z uśmiechem, że to co bawi go najbardziej, to liczba ludzi, przyznających się teraz do zasług w całym tym przedsięwzięciu.

   Czoła wystawiane po laur i splendory przez tych, którzy przedtem nie kiwnęli palcem, albo nawet skłonni byli storpedować próbę, to ostatecznie drobny przykład z zakresu charakterologicznych ciekawostek. Bardziej interesujące i chyba mniej zabawne niż te przypadłości ludzkiej natury byłoby poznanie warunków, przyczyn i motywów, w których podobne mechanizmy psychologiczne znajdować mogą swoje oparcie. Bardziej pouczające mogłoby być odsłonięcie sytuacji, w których rutyna i niechęć przed niewiadomą składają się na tę postawę skromnej przeciętności, która woli nawet nie sięgać po sukces, gdyż boi się ryzyka, jakie się z nim wiąże, lękając się właśnie wystawić na próbę swoją własną przeciętność.

   Problem jest klasyczny a swoim zasięgiem i znaczeniem wykracza poza sprawy związane z naszą motoryzacją. To problem miejsca dla inicjatywy i odwagi nowości, które napotykają na swej drodze nieufną rutynę, chroniącą się jak za szańcem za cichym, a odwiecznym niemal mniemaniem, że lepsze jest wrogiem dobrego i należy wystrzegać się go jak tylko można. U podstaw owego mniemania nie muszą wcale leżeć egoistyczne pobudki. Przeciwnie. Można by tam znaleźć jak najlepsze chęci i zacną intencję zachowania tego co już jest i jest dobre, chronienia za wszelką cenę tych skromnych osiągnięć, które może nie są nazbyt wielkie, ale za to utrwalone, solidne i zabezpieczone dotychczasowym biegiem rzeczy.

   Czyż śladów tej właśnie postawy nie odnajdujemy w owej tuszowanej dziś dyskretnie obawie niektórych przed podjęciem rekordowej próby, która może nas (tj. polskiego fiata) skompromitować w razie niepowodzenia?

   Ktoś powie może, że to uwagi nie na czasie. Ostatecznie do próby doszło i powiodła się ona nadspodziewanie dobrze, jakby w nagrodę dla zapaleńców, którzy potrafili w końcu postawić na swoim, co wymagało znalezienia mecenasa aż w Telewizji (jakby to właśnie była instytucja najbardziej zainteresowana reklamą "polskiego fiata"). "Ludzie ryzyka" wygrali. Dziś mówi się tedy o nich jako o "wspaniałych", sypią się zewsząd pochwały i słowa uznania. Ale co byłoby, gdyby zamiast triumfu przyszło niepowodzenie? Gdzie byliby ci, którzy dzisiaj lgną do sukcesu jak muchy do miodu?

   A przecież bądźmy szczerzy, porażka nie była wykluczona. Nie dlatego, że "polski fiat" jest wozem złym czy słabym. Jest to ostatecznie w swojej klasie wóz niezły, sprawny i wytrzymały bardziej niż można było sądzić.

   I jeszcze jedno. "Polski fiat" okazał się w istocie wozem lepszym, niż myślano. Nie zapominajmy jednak o warunkach w jakich doszło do tego i ludziach, którzy te warunki stworzyli. A znowu wiadomo dobrze, że istnieje prawdziwa przepaść między tamtymi warunkami a rzeczywistością dnia codziennego. Przepaść, którą można by zmierzyć chociażby dysproporcją liczonej w minutach mistrzowskiej sprawności serwisu na autostradzie podwrocławskiej - a potocznym niechlujstwem normalnych stacji obsługi, rozciągniętym w tygodnie.

   To jest druga strona rekordowego medalu. A zatem: co i jak zrobić, aby tę żenującą przepaść zmniejszyć, sprowadzić do przyzwoitych rozmiarów? W jaki sposób uwolnić zwyczajnego użytkownika samochodu od tej udręki, jaką serwują mu na co dzień placówki powołane ku jego wygodzie i pożytkowi? Oto pytanie, nad którym teraz, nazajutrz po rekordzie powinni wreszcie zastanowić się na serio ludzie odpowiedzialni za tzw. zaplecze naszej motoryzacji.

   Tu nic już nie da mydlenie oczu. Bo każdy z tych, kto widział i podziwiał tamten wyczyn zyskał nie tylko przesłanki do uznania dla jego bohaterów, ale także naoczny argument przeciwko tolerowaniu indolencji, bałaganu i niesolidności z jakimi spotkać się może na co dzień, męcząc się z tym samym wozem, który tak wspaniale bił światowe rekordy na podwrocławskiej autostradzie. I za to również, a może nawet przede wszystkim za to należy się uznanie kapitanowi Zasadzie i całej jego drużynie.

REZERWOWY J.

 
 
rekord73_reklama_retro_04.png