Rekord i rzeczywistość (Motor, 05.08.1973) Drukuj Email


   Całe szczęście, że mamy już za sobą sławetną jazdę "Polskiego Fiata po trzy rekordy świata". Jazdę, której towarzyszyła opętańcza propaganda uprawiana przez telewizję, prasę i radio.

   Już w czasie trwania próby wiele osób krytycznie odnosiło się do tej imprezy i uważało, że oprócz wydźwięku reklamowego dla FSO nie ma ona absolutnie żadnego innego znaczenia. A wręcz odwrotnie, ktoś może dojść do wniosku, że skoro ten seryjny samochód tak idealnie sprawował się przez 50 000 km, to wszystko jest w najlepszym porządku i nie ma potrzeby podejmowania jakiegokolwiek działania, zmierzającego do dalszej poprawy jakości produkowanych pojazdów.

   Warto przy okazji sobie uświadomić, że zachodnie wytwórnie pojazdów, jeśli nie dysponują własnym torem, to po prostu nie przeprowadzają takich prób. Tam nie jest możliwe zamknięcie na dwa tygodnie odcinka autostrady po to, aby przeprowadzić próbę niezawodności pojazdu. Twierdzę, że w takich warunkach, w jakich jeździł nasz Fiat, podobny rezultat osiągnąłby każdy inny pojazd posiadający te same parametry techniczne.

   Gwarancja całego przedsięwzięcia spoczywała w rękach serwisu technicznego, który miał do dyspozycji ogromny arsenał środków technicznych i ludzkich. Przy takim oprzyrządowaniu i takiej obsłudze, było możliwe usunięcie każdego uszkodzenia, jakie objawiłoby się w trakcie jazdy. Mimo to Fiat wcale nie był niezawodny. Te uszkodzenia, o których wiemy, kwalifikują się do rzędu skomplikowanych.

   No i wreszcie trasa. Proste odcinki doskonałej, betonowej jezdni, wydzielonego specjanie dla jednego, jedynego pojazdu, jeżdżącego z maksymalną prędkością w obu kierunkach. Czyć można sobie wyobrazić warunki bardziej idealne?

   No, a kierowcy? Przemęczeni, zdenerwowani, poddani próbie cięższej niż to ma miejsce w rajdzie Safari, równocześnie otoczeni aureolą sławy i podziwu tłumów. A jak to było naprawdę?

   Cóż to za sport kryje się w takim wyczynie? W jakiej relacji do tego pozostaje sukces Szurkowskiego, czy innych sportowców, osiągających dobre rezultaty sportowe ogromnym nakładem pracy, znacznie wiekszym niż tego wymaga prowadzenie pojazdu w takich warunkach?

  Powstaje wreszcie pytanie: co nam, użytkownikom Fiata, z tego? Jakie pozytywne następstwa przeprowadzonej próby odczuje przeciętny użytkownik tego samochodu? Twierdzę, że nic. Zupenie nic, gdyż pomiędzy wzorowym serwisem technicznym nadzorującym rekordowego Fiata, a przeciętną (autoryzowaną!) stacją obsługi jest bezdenna przepaść.

  Proszę mi wybaczyć, że nie podzielam entuzjazmu niektórych "publikatorów", ale wynika to stąd, że patrzę na wyczyn żerańskiego Fiata, mając za tło realny obraz naszych usług motoryzacyjnych. Gdzie zarówno o poprawę ich stanu, jak i o niektóre części zamienne jest jednakowo trudno.

J. Adamczyk, Wrocław

 
 
rekord73_reklama_retro_04.png