Wysoko cenię krytykę, ale zdrową... (Motor, xx.09.1973) Drukuj Email


   Artykuł zamieszczony w nr 31/73 Motoru pt.: "Nie dajmy się zwariować" jest dla mnie oburzający.

   I wbrew przewidywaniom autora zapewniam, że nie zwariowałem. Nie jestem autorytetem w dziedzinie motoryzacji, ale nie o niej mowa.

   Nie zgadzam się się z faktami przytoczonymi w artykule. Po pierwsze, na Żeraniu nie ma pepsi-coli, jest coca-cola, a to różnica i skąd takie informacje, że wrocławska nie smakowała. Po drugie, jak można porównać pracę górnika, hutnika, pracownicy fizycznej z pracą kierowcy rajdowego.

   Czy to jest możliwe?

  Wypowiedź Sobiesława Zasady, na pewno szczera i uzasadniona, nie może pozbawiać go sympatyków, wbrew przewidywaniom autora, ponieważ jest to jeden z najlepszych kierowców rajdowych w Polsce.

   Być może jazda w tych warunkach była dla niego bardziej uciążliwa niż inne rajdy.

   Czy można podważać cudze wypowiedzi związane z osobistymi przeżyciami? Uważam, że jazda po zamkniętym odcinku z maksymalną szybkością jest bardzo męcząca, bardziej niż jazda w warunkach terenowych.

   Incydent jaki miał miejsce podczas bicia rekordu, gdy jeden z kierowców otworzył boczną szybę samochodu, świadczy o tym, że nawet najmniejsza nieuwaga czy nieprzemyślana decyzja mogła zniszczyć pracę wielu ludzi. Czy to nie dość powodów, aby nastąpił wysiłek fizyczny i psychiczny? Cały artykuł to mnóstwo złośliwych i nieuzasadnionych uwag pod adresem kierowców i redaktorów.

   Wysoko cenię krytykę, ale zdrową nie mającą nic wspólnego ze złośliwością i osobistymi urazami.

   Fakt pobicia trzech rekordów szybkości, to nie skok o tyczce (nie ważne o jakiej). Złej baletnicy przeszkadza rąbek spódnicy. Bardzo się cieszę, że mgr B.K. docenił pracę wytwórców Polskiego Fiata.

   Moim zdaniem, kierowcy i wszyscy zatrudnieni przy próbie zasłużyli na odpoczynek (nie koniecznie w sanatorium) tym bardziej, że wielu z nich poświęciło dobrowolnie swoje urlopy wypoczynkowe.

   Nie chcę posądzić autora o antagonizm. Nasuwa się jednak pytanie, czy napisałby ten artykuł, gdyby kierowcy byli z Wrocławia.

   Szkoda, że nie znalazły się w artykule krytyczne uwagi o tych, którzy zachowywali się w chuligański sposób rzucając butelki i kamienie w rekordowego Polskiego Fiata, narażając w tym życie kierowców, jak również zniweczenie sukcesu na skalę światową.

Z.W., Warszawa

 
 
rekord73_reklama_retro_05.png