Więcej szkodzi niż pomaga! (Motor, 07.10.1973) Drukuj Email


   Wydrukowany ze skrótami mój artykuł w "Motorze" nr 31/73 pt.: "Nie dajmy się zwariować" sprowadzał się do tego, czego nie wyczytali moi adwersarze panowie W. Serejko i K. Kyzioł z Częstochowy oraz czytelnik asekurujący się literami Z. W. z Warszawy. Uważałem za stosowne wskazać do czego może doprowadzić prowadzona w sposób nie przemyślany kampania reklamowa, dewaluująca w tym wypadku pojęcie ciężkiej pracy, wysiłku, niebezpieczeństwa, bohaterstwa. Miejscami wręcz obrażająca ludzi ciężko pracujących, a i rangę samego wyczynu. Należy bowiem zachować proporcję i umieć rozróżnić odwagę od bohaterstwa, ogromnego wysiłku od zmęczenia, normalnego zadania produkcyjnego, jakim była próba szybkości, od wielkiego wyczynu sportowego. Reklama musi być komunikatywna, rzeczowa i rzetelna. Zwłaszcza w naszym ustroju. Zła reklama więcej szkodzi niż pomaga. "Rzecz w tym, aby każdy w sposób rzetelny oceniał pracę i wysiłki innych" - jest to cytat z listów p. p. W. S. i K. K. z Częstochowy. Właśnie w tym celu był napisany mój artykuł.

   Na naszym rynku samochodowym reklamy, a tym bardziej kosztownej, nie potrzebuje nawet Mikrus. A do krajów kapitalistycznych - jak podawała prasa - informacja o wyczynie w sposób dostateczny nie dotarła. To właśnie "publkatorzy, przesadzając na każdym kroku", ośmieszyli kierowców i umniejszyli wszystko, przejaskrawiając rangę tego wyczynu. W czym zresztą dzielnie im sekundowali zdezorientowani - i sami w końcu wierzący, że są nieludzko zmordowanymi bohaterami - kierowcy.

   Celowo nie piszę rekordziści, gdyż moim zdaniem, nimi nie byli i nie są.

   Wynik lepszy o 30 km został uzyskany przez Forda, o czym w sposób zakamuflowany doniosło jak najbardziej "kompetentne" pismo Kultura. Rzetelność informacji nakazywała uprzednio zapoznać z regulaminem imprezy (co wolno w samochodach wymienić) opinię publiczną, czego nie uczyniono. Moich polemistów, którzy nazwali mnie pieniaczem, demagogiem, malkontentem i obrońcą chuliganów, pragnę zapewnić, że:

1) Oceniam wysoko wynik Polskiego Fiata 125p. Czemu dałem zresztą wyraz w swojej wypowiedzi, opublikowanej w Motorze z dnia 5.08 br.

   Osobiście wyżej cenię anonimowych, prawdziwych bohaterów jak np. pilotów oblatywaczy, szeregowych żołnierzy, czy milicjantów, których praca ma więcej wspólnego z wysokim wyczynem sportowym. Jest bowiem bardziej niebezpieczna i nieporównywalnie odpowiedzialna od wysiłku kierowców pracujących w luksusowych warunkach. A nikt nie robi z tych pierwszych bohaterów.

   Moje rzekomo złośliwe uwagi, to tylko autentyczne, a niefortunne cytaty sprawozdawców telewizyjnych i kierowców. Nie pierwsze zresztą i nie ostatnie tego rodzaju - czego dowodem jest sprawozdanie z żużlowych mistrzostw świata.

2) Potępiam chuliganów, którzy usiłowali przeszkadzać w "próbie".

3) Zwierzęta przebiegają przez jezdnię na niezabezpieczonej trasie, a prawdopodobieństwo pęknięć dętki jest częściej większe na zwykłych polskich oponach, z których korzysta zdecydowana większość użytkowników.

4) "Broda" 20-letniego rekordu jest bardzo dużym rąbkiem u spódnicy (zwłaszcza w motoryzacji).

5) Nawet najlepszy sportowiec świata traci na popularności po niefortunnym wystąpieniu. Zwłaszcza, gdy nie weźmie udziału w najbardziej prestiżowej imprezie jaką był Rajd Polski do mistrzostw świata, w której nasz Polski Fiat 125p zajął ostatnie miejsce.

6) Jestem kierowcą zawodowym.

7) Moja natura zawodowa nie pozwala mi być bezkrytycznym i bezmyśnym kibicem.

8) Nie było faktu pobicia rekordu prędkości przez Polskiego Fiata 125p. W świetle powyższych faktów mozna powiedzieć, co ma "piernik do wiatraka".

mgr Bożydar Kropiewnicki, Wrocław

 
 
rekord73_reklama_retro_06.png