Najwyżej cenię rekord FIATA (Tempo, 03.12.1973) Drukuj Email


Mówi SOBIESŁAW ZASADA

- Nietypowy to był dla mnie sezon - zaczyna podsumowanie tegorocznych startów Sobiesław Zasada. - Z wyjątkiem Rajdu Costa Brava w Hiszpanii, gdzie zająłem trzecie miejsce, nie uczestniczyłem w eliminacjach mistrzostw Europy. Startowałem w trzech eliminacjach mistrzostw Polski, które wygrałem. Zwyciężyłem również stosunkowo łatwo w międzynarodowym Rajdzie Tatr. Wygrywałem również Rajd Wartburga, niestety samochód odmówił posłuszeństwa.

- Zdarzyło się to również w Safari?

- Tak, nie udało nam się w tym roku ukończyć tej imprezy. Najpoważniejszą jednak dla mnie próbą w tym sezonie był rekord polskiego Fiata. Przygotowania do tego przedsięwzięcia pochłonęły mi chyba ostatnie trzy lata. Skoro teraz "na zimno" spojrzy się na osiągniętą przeciętną i uzmysłowi sobie, że przez bite 2 tygodnie samochód ten jeździł z szybkością zaledwie o 10 procent niższą od swojej maksymalnej, to chyba jest to spore osiągnięcie. Podejrzewano nas o jakieś machlojki, nieuczciwości, za granicą wprost nie chciano wierzyć w osiągnięty rezultat. A jednak to są fakty. Nasz rekord rodził się na oczach obserwatorów, sędziów - no i licznych dziennikarzy. Byliśmy do przesady skrupulatni. Nie mogliśmy sobie pozwolić na jakiekolwiek przeoczenie. Powiem, że nawet w FIA byli niesłychanie zdziwieni dokładnością wypełnionych protokołów...

   Później - na zasadzie chyba "jedna pani drugiej pani" poszła w Polskę wieść, że Ford pobił nasz rekord osiągając blisko 160 km/godz. Przyznam się, że od początku nie wierzyłem w ten mityczny rekord. Jako zawodnikowi, uczestnikowi polskiej próby, nie wypadało mi jednak zabierać głosu. Sprawa wyjaśniła się ostatnio. Nie było żadnego rekordu Forda. Na otrzymanych listach FIA jest tylko rekord polskiego Fiata.

   Rekord na podwrocławskiej autostradzie uważam za jedno z najważniejszych moich osiągnięć życiowych - kontynuuje p. Sobiesław swoje "zwierzenia" - nie wiem, czy nie wyższe od mistrzostwa Europy. Była to dla mnie sprawa ambicjonalna - ustalenie odpowiedniej taktyki, cały żmudny okres przygotowań, podpatrywanie innych, którzy próbowali bić rekord. Proszę wierzyć, że była to ciężka praca...

   Ale - udało się. Po kilku miesiącach (zatwierdzenie takiego rekordu trwa w FIA do pół roku) otrzymaliśmy oficjalne potwierdzenie. Teraz już można reklamować osiągnięcie naszego Fiata, pobicie przez niego międzynarodowego rekordu o blisko 20 km/godz. Podkreślam międzynarodowego, gdyż rekord świata jest rekordem bezwzględnym, to znaczy niezależnie od stosowanego pojazdu, silnika (może być rakietowy itp.). Jeden warunek: pojazd musi poruszać się po ziemi. Nasz rekord, a raczej rekordy (przecież i na dystansach milowych, gdzie prym wiódł od 1965 roku Ford) są rekordami międzynarodowymi. Żeby skończyć już z tym zagadnieniem powiem, że zapanowało wielkie zdziwienie podczas komisyjnego rozebrania rekordowego egzemplarza po próbie. Okazało się bowiem, że zużycie części wskazywało na przebieg rzędu 10 tys. km, a nie 50 tys. km. Czym to tłumaczyć? Równomierną jazdą i tym, że silnik był stale gorący, obywało się bez rozgrzewania.

- Wybierał się Pan również na Rajd Amerykański?

- Tak, mój wyjazd nie doszedł do skutku. Powiedziałem właśnie, że na skutek ustanowienia rekordu. Nie można wymagać za dużo. Byłem tak zadowolony z wrocławskiej próby, że nie przedsięwziąłem żadnych kroków, mimo iż faktycznie początkowo miałem być w ekipie na Rajd Amerykański.

- A co w przyszłym roku? Podobno zamierza Pan kończyć bogatą karierę sportową?

- Trzeba kiedyś skończyć, ale chciałbym zakończyć jakimś mocnym akcentem. Chyba nadal najbardziej marzę o wygraniu Safari.

- Kiedyś powiedział Pan, że w tej arcytrudnej imprezie będzie Pan próbował szczęścia aż do skutku, nawet do roku 1980?

- Więc pozostało mi jeszcze sporo czasu. Żarty żartami, ale obecnie zostałem bez samochodu rajdowego. "Porsche" oddałem do fabryki i nie wiem, na czym bedę startował w roku przyszłym. Najprawdopodobniej jednak nadal w "Porsche"; ewentualnie w grę wchodzi jeszcze BMW.

- A na jakich imprezach zobaczymy Pana?

- Na pewno Safari. Bardzo interesująco zapowiada się również Rajd Londyn-Monachium z okazji finałów mistrzostw świata. Trasa urozmaicona, trudna, wiedzie m. in. przez Afrykę, zbliżając się nawet do równika. Oczywiście chętnie spróbowałbym sił w tej imprezie, o ile oczywiście dojdzie ona do skutku, gdyż trasa prowadzi również przez Bliski Wschód. Na razie jednak - skoro mowa o imprezach - to oczywiście wybieramy się wraz z Małżonką na tradycyjne już zakończenie konkursu 10 Asów w Noc Sylwestrową "U Wiślaków".

Rozmawiał W. KSIĄŻEK

 
 
rekord73_reklama_retro_06.png